czwartek, 6 sierpnia 2015

Ekscentryczna i irytująca rozmowa kwalifikacyjna? Tak tylko u wujaszka Google'a...

Zapewne wielu osób spośród was zechciałoby nawiązać nić współpracy z takim potentatem technologicznym, jakim jest Google. Choć aby dostać się do grona jego ambitnych pracowników, trzeba przejść pewną próbę, która nie jest do końca klasyczną rozmową kwalifikacyjną...







Cóż, Google z pewnością do szablonowych firm nie należy. Sposób rekrutowania nowych pracowników również nie jest prosty i nieskomplikowany. Zwykle podczas próby dostania się do jakiejś firmy, składamy CV, a później idziemy na rozmowę... kwalifikacyjną. Rekruter zadaje nam szereg pytań dot. naszego życia, hobby czy też planów dot. rodziny. Niektóre z tych pytań bywają podchwytliwe, ale doświadczona osoba nie powinna mieć z nimi problemów. Inaczej jednak sprawa maluje się w firmie Google.






Tam, podczas rozmowy nie wystarczy odpowiadać na typowe dla tej sytuacji pytania, które zadaje nam osoba odpowiedzialna za rekrutację. Rekruterzy Google'a słynni są bowiem, z zadawania dziwacznych łamigłówek czy dwuznacznych pytań... tak, te też. Tym razem, rekruter jest odpowiedzialny za napisanie eseju o... samym kandydacie! To nie żart! Ponadto, tekst musi zawierać co najmniej 1500 słów! To jakieś... cztery strony A4! Dodatkowo, to kandydat ma podpowiadać swojemu rozmówcy, co ma się znaleźć w eseju. Jeśli proces myślowy kandydata, podczas tworzenia eseju był odpowiedni, wówczas zainteresowany otrzyma pracę w firmie. Ciekawe doświadczenie, nieprawdaż? Może spotkaliście się już z czymś podobnym? Komentujcie!

BUSINESS INSIDER

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz